naglowek

9 grudnia 2009

Nadchodzą święta Bożego Narodzenia... Widać to po marketach, reklamach i pogoni za wyciąganiem kasy z portfela przez handlowców, którzy ostrzą sobie kły wyciągając każdą możliwą gotówkę. Zbliża się koniec roku - widać to po każdej reklamie samochodu "wyprzedaż rocznika 2008". Tak - w mieście czuje się to pełną piersią... a przepraszam! Pełnymi oczami reklam, gadżetów, świecidełek. Zdecydowanie to końcówka roku. W tym będzie ona zupełni inna dla mnie. Nie rozglądam się za prezentami, nie planuje świąt, nie gonie za choinką i nie kupuje przysłowiowego karpia. Zaczynam pakować plecak i oglądam po raz setny opracowania o zimowym Elbrusie. W tym roku te święta choć nie rodzinne będą prawdziwe. W górach złożymy sobie życzenia. Wigilia będzie skromnie bez przepychu bez wykwintnych drogich kolacji. Jednak może w świętach o to chodzi o tą chwilę zadumy, spokoju i prawdziwych życzeń przede wszystkim zdrowia i szczęśliwego powrotu. Bez zbędnych strojów, stania w kuchni i bieganiny by jakoś wypaść. Będą to pierwsze święta w górach przełamiemy się opłatkiem, napijemy herbaty zaśpiewamy kolędę i po prostu pójdziemy spać bo mróz będzie wciskał się wszędzie... Tak to będą wyjątkowe święta takie inne...

ARCHIWUM

15 kwietnia 2006

Byliśmy na hakówkach metodą clin z Fredim. Zrobiliśmy po jednym wyciągu i mieliśmy dość samo nauki. Czułem się jak po całym dniu na dużej ścianie! Nie jest to takie łatwe i proste i mam teraz do tej dyscypliny wspinaczkowej szacunek poważnie! Po pierwsze tyle tego sprzętu, ogrom! Po drugie wyciąg robiłem chyba ze trzy-cztery godziny wisząc czasem na niewiadomo czym. Jest spory stres, napięcie, ale nowości trzeba się uczyć i rozwijać bo uniwersalność to podstawa przeżycia i działania na cięższych tematach w Alpach. 'Idź własna droga bo w tym cały sens istnienia...'

2.III. 2006 Chamonix - Mont Blanc

Siedzimy w schronie już drugi dzień, czekamy na pogodę, a ona jak na lekarstwo. Szanse wejścia na Blanka zima nikną z każda minutą, bo czas nagli nas do polski. Pogoda fatalna bardzo duże wiatry, nie mówiąc o opadach śniegu. To będzie trzecia pod rząd walka o czterotysięcznik i znowu przegrana. Może jestem zbyt asekuracyjny po wypadku? Trzeba może zaatakować bardziej vabank? Kurcze ale życie jest jedno i jestem tu w zespole! Leżymy w śpiworach w schronie, a w nim multum śniegu. Dostaliśmy od Frediego SMSa: 'pogoda ma się popsuć' zadzwoniłem do niego czy to nie pomyłka bo pogody nie ma! Usłyszałem stanowcze 'MA SIĘ POPSUĆ SPIERD****E'. Wycof był z grupy tych ciężkich...

13 luty 2005 rok Chatka Górzystów - Izery

Siedzę na obozie z SAS-em jako pomocnik grupy Janka. Właśnie dzisiaj zbudowaliśmy iglo i wysłałem ludzi do chatki drwali i iglo spać, a Janek wraca do Wrocławia na egzamin. Przypominają mi się czasy mojego szkolenia w SAS i jak ja tu ganiałem. Jednak wiele się od tego czasu zmieniło w Chatce Górzystów znaczy dalej bez prądu, bieżącej wody itp. Na dole nie ma już pokoi, kuchenka jest w łazience itp. Do tego klimat chatki robi się 'lekko' alkoholowy w weekendy. Wydaje mi się też ze mentalność ludzi młodych w SAS się zmienia po prostu nie podążają za taka ex trema jak kiedyś, są mniej 'ostrzy' w działaniach , a egzaminy słabsze . Cóż czasy się zmieniają. Grupa Janka jest zgrana i panuje w niej niezła i fajna atmosfera. Jednak moje myśli skupiają się ostatnio przy moim koledze z SAS-u Mateuszu Hryncewiczu, który 8.II.2005 roku zmarł w lawinie w kotle małego stawu, koło schroniska Samotnia podczas zjazdu żlebem slalomowym, razem z nim zmarł jego 33 letni kolega. Mateo miał zaledwie 22 lata. Cały można by powiedzieć starszy SAS - który go pamięta - nie może pogodzić się z tą tragedią. Jutro o 12 jest pogrzeb, ale mnie nie będzie musze zostać z grupa na obozie, bo Janka nie będzie. Po takiej tragedii człowiek zadaje sobie dużo pytań bardzo dużo! No nic czas iść zjeść obiadek i na zajęcia szkoleniowe z ludźmi. Mam nadzieje, że ich taka tragedia jak Mateusza nie spotka. Nadzieja - tylko tyle mogę mieć.

13 września 2004

Siedzę właśnie na campingu w Arco ZOO, jestem na świetnym basenie po... No właśnie po trzy zejściu dniowym zejściu i przejeździe z Matterhorna! Ta podróż była ciężka jechaliśmy na stopa, pociągiem, metrem, autobusem i na piechotę. Spaliśmy w rowie koło drogi. No ale co do Matterhornu to kondycja nie najlepsza. Szczytu też nie zdobyliśmy bo pogoda popsuła nam plany. Uważam jednak, że Alpy Walijskie to jedno z najpiękniejszych pasm górskich!!! Mam wiele do przemyślenia po tym działaniu, przede wszystkim człowiek nie odnosi samych sukcesów. A i jeszcze idąc asfaltem rozwalił mi się klapek chyba przez niemiłosierny upał.

12 grudnia 2004

Ho! Ho! Ile się działo przez ten czas! Może po kolei: zaliczyłem sesje nr 6 i dalej idę w przód. O Wyprawie: ukazały się dwa artykuły o moim zamierzeniu. Jeden w gazecie wrocławskiej, a drugi w Gazecie Wyborczej. Nawet nie najgorsze. Co do innych rzeczy mam już kurtkę, spodnie, stuptuty z firmy Milo. Sprzedali mi je z 40% upustem co jest extra bo zaoszczędziłem sporo. Kupiłem tez ogrzewacze z Garudy. Sponsorem wyprawy została moja uczelnia! Dostane 1000zł na razie kupiłem za to 20 filmów do aparatu i 13 map topograficznych. Rozmawiałem z firmą Fjord Nansen o namiocie. Jezu za miesiąc wyjście! Mam jednak mały respekt, a fajne jest to że tyle osób mi już 'kibicuje', a jeszcze nie wyszedłem. Na uczelnię robię prace naukową z wyprawy. Wiec to już wyprawa naukowa! To brzmi poważnie he he. No nic trzymać się jakoś i do przodu.

30 lipca 2004

Siedzimy w skałach koło Chamonix, nawet fajny region. Mam straszne zakwasy przed wczoraj z Fredim byliśmy na zboczach Mont Blanc śpiąc na ok. 3200m jako aklimatyzacja przed Matterhornem. Mamy tam jednak złą pogodę i siedzimy w skałach. Co do tego wyjścia to kilka spraw. Mam masakrycznie słabą zdolność aklimatyzowania się i moja kondycja jest nie najlepsza. Po prostu wysiadam nie raz z tym worem na plecach. Chyba nie da rady na zimę wziąć całego żarcia na każdy kraj, bo sanie ważyły by ok. 70 kilogramów! Z takim ciężarem jak by powędrował na plecy nie da się ruszyć. Po za tym potrzeba mi kijków teleskopowych po przy podejściach i zajściach musi być inna długość. Widziałem u takiego kolesia kijki z zatrzaskami, a nie skręcane – to może być o wiele lepszy patent i tak nie zamarzać. Musze to przeanalizować. A na aklimatyzacji zabłądziliśmy i spaliśmy na odludziu sami! Ani jednej żywej duszy. Po drodze kupę 'stonki' i alpinistów po prostu chmara! Wszystko przez te kolejki jak by tu nie było kolejki to nie było by tylu ludzi. Wydaje mi się że góry powinny być takie jakimi są. Zagospodarowanie ich to... DEWASTACJA!!! Nie ma już takiego sam na sam.